Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2016

10 przepisów, które zrobiłabym w te święta, gdybym miała czas :)

Bardzo lubię Gwiazdkę, więc zawsze się cieszę na adwent, światełka choinkowe i ogólnie na to, że pośrodku zimnicy i ciemnicy jest takie fajne święto. Każdy ma swoje ulubione bożonarodzeniowe tradycje, a u nas w domu zawsze najważniejszymi elementami przygotowań do Gwiazdki były różne ozdóbki/stroiki itp. oraz ŁAKOCIE.


W tym roku dalej się cieszę na święta, ale jakoś tak się poskładało, że nie mam tyle czasu i spokoju ducha na to, żeby porywać się na 12 potraw. Z drugiej strony, nigdy się na 12 potraw nie porywałam. 12 różnych rodzajów ciasteczek, to inna rozmowa ;) Najbliższe dni pokażą, co i ile uda się przygotować, ale na razie przejrzałam nasze przepisy pod kątem tego, co by się ładnie prezentowało na świątecznym stole.


Tak wybrałam 10 przepisów, które spełniają moje wigilijne i świąteczne wymogi. No więc:


Niezbyt czasochłonne ciasto, o ile nie liczyć namaczania maku. Zawsze można z robienia makowca zrobić rodzinną aktywność, że jedno zrobi jeden element, a drugie - drugi. W każdym razie powstaje ciasto z efektem wow :) 


Wypasiony, nieoszukany i nieopatrzony tofurniczek. Polewa do niego jest przepyszna, także powinien ująć nawet co bardziej niechętnych wegańskim wypiekom mięsożerców. Trzeba nagromadzić trochę składników, ale warto.


Niektórzy mówią, że muszą być uszka, ale ja znam kilka osób, które uszka uszkami, ale z braku czasu kleiły standardowo większe pierogi. Nie będziemy wytykać palcami ;) My robiłyśmy nasze pierogi z jarmużem, ale można i z bardziej tradycyjnym nadzieniem z grzybów, a co.


Dobry patent na niewielki upominek, który przynosi się idąc "w gości". Jeśli wpędza Cię w panikę wizja tłumaczenia wszystkim krewnym i znajomym Królika, co jesz, a czego nie, przygotuj porcję (albo i dwie) takich trufli, a zamkniesz usta wszystkim marudom :)


Nie chcesz się opychać tofu? Proszę bardzo, bezsernik z migdałów. Pyszny, wilgotny, dobrze się przechowuje. Trzeba się trochę naobskubywać namoczonych migdałów, ale poza tym robi się go dość szybko. A efekt wygląda kusząco, prawda?


Chcesz przygotować coś, co nie będzie udawało ryby/dzika? Może placek z nadzieniem warzywnym? Albo jeszcze lepiej: placki? Tak, żeby gości uraczyć mini pajami, a do tego michą dowolnej sałaty? Że nietradycyjnie? Może i tak, ale jak pysznie!


Niedawne odkrycie, więc może trochę monotematycznie, ale co tam. Ciasto jest pyszne i mega chałwowe. Trudno mi sobie wyobrazić coś bardziej rozpustnego, niż taki pachnący chałwą tofurnik. Mniam!


Ta sałatka ma takie kolory, że sama z siebie wygląda właściwie jak udekorowana choinka. Zielenina, rubinowe kulki granatu i złociste orzechy włoskie. Pyszna i wykwintna sałatka, którą fajnie jest podać do głównego dania (np. do małych pajów z czerwoną soczewicą ;) )


W wałkowaniu i wycinaniu ciastek jest coś świątecznego. Nie wiem, może to tylko moje wspomnienia z dzieciństwa tak wyglądają, ale wizja popołudnia wypełnionego wałkowaniem, wycinaniem i pieczeniem to dla mnie kwintesencja przedświątecznej krzątaniny. Ciekawe czy uda mi się tak powałkować w tym roku ;)


No cóż, może nie klasyczny element polskich świąt, ale właściwie, dlaczego by go takim niezbędnym elementem nie zrobić? Pachnące pięknie cytrusami i przyprawami korzennymi grzane wino to fajny dorosły element świąt. Nawet jeśli nie wystarczy zapału na makowce, tofurniki i inne placki, grzane wino może da się ogarnąć, bo pracy przy nim niewiele, a przyjemność duża :)

Miłych przygotowań świątecznych! Oby nie osiągnąć stanu, w którym marzy się o tym, żeby ten świąteczny bieg przez płotki się skończył ;)
Anka

sobota, 10 grudnia 2016

Risotto dyniowe z białym winem (wegańskie!)

Risotto wymaga trochę czasu i uwagi, a przy tym nie nadaje się do odgrzewania. Za to jest to danie idealne na weekendowy wieczór, kiedy można spokojnie pogotować.  Podaję proporcje dla czterech osób, więc jeśli przygotowujecie posiłek dla dwóch, podzielcie składniki przez dwa, bo risotto jest najlepsze tuż po przygotowaniu.



Risotto nie należy też do dań najzdrowszych: w sumie mamy tu biały ryż (węglowodany), olej (tłuszcze) i jakiś delikatny w smaku dodatek warzywny. Ale... na tę porę roku risotto nadaje się jak znalazł, to prawdziwy włoski comfort food. Do tego, w wypadku risotta z dynią, piękny żółty albo pomarańczowy kolor przypomina słońce, którego tak nam bardzo brakuje w jesienno-zimowych miesiącach.


Jak wiecie już z tego postu, mam na punkcie dyni świra :) Za to muszę przyznać, że do tej pory nie byłam za bardzo przekonana do gotowania z winem. No, może jeszcze kapka czerwonego wina do podkręcenia cięższego sosu, ale białe? Nie lepiej je po prostu wypić do posiłku, szczególnie, że po gotowaniu robi się z niego ocet? ;) Okazuje się jednak, że takie kwaśne wino idealnie się nadaje do przełamania słodyczy mojej ulubionej dyni. Więc bez żalu wlejcie dwa kieliszki porządnego wytrawnego wina do tego risotta, a nie pożałujecie :)



Starałam się podawać proporcje na szklanki, chociaż włoskie przepisy zazwyczaj zawierają wszystkie wartości w gramach (nawet płyny!), a 1 szklanka to u mnie 250 ml. Chociaż, jak sobie przypomnę, moje włoskie współlokatorki odmierzały pracowicie 80 g makaronu na osobę, to coś w tym ważeniu jest ;)
Przepis poniżej zaadaptowałam ze strony Cucchiao d'Argento, jednak pominęłam lub zastąpiłam wszystkie składniki pochodzenia zwierzęcego. Jeśli nie macie pod ręką wegańskiego parmezanu, możecie użyć płatków drożdżowych - smak będzie nieco inny, ale też "serowy".

Składniki:
  • 2-3 łyżki oleju (np. kokosowego)
  • 1 mała cebula, obrana i posiekana w kostkę
  • 320 g ryżu (1,5 szkl.)
  • 350 g musu z dyni (1,5 szkl.)
  • starty wegański parmezan (do smaku - ok. 4 łyżek)
  • sól (ok. 1 łyżeczki)
  • 1,5 szkl. gorącej, osolonej wody
  • 1,5 szkl. białego wytrawnego wina
  • ew. ocet balsamiczny do podania

Przygotowanie:

1. Będziemy potrzebować dwóch garnków, albo ewentualnie garnka i patelni.
2. Najpierw podsmażamy cebulę. W garnku lub na patelni rozgrzewamy olej. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę, chwilę smażymy na dużym ogniu, aż się zeszkli, a potem przykrywamy pokrywką i zmniejszamy temperaturę.
3. Kiedy cebula już zmięknie, odkrywamy pokrywkę i wlewamy połowę porcji wina (3/4 szkl.), pozwalamy większości odparować - cebula ma pływać w takim lekkim sosie, ale nie w winnej zupie :) Odstawiamy cebulę na bok.
4. Teraz potrzebujemy drugiego garnka (tu garnek będzie lepszy niż patelnia, bo na koniec trafią do niego wszystkie składniki, więc wygodniej będzie mieszać w dużym naczyniu). Wrzucamy ryż do rozgrzanego garnka, bez tłuszczu, i chwilę prażymy, cały czas mieszając. Nie odchodzimy, żeby zerknąć na serial czy fejsbuka, bo nam się ryż przypali, a tego nie chcemy :)
5. Ryż zalewamy pozostałym winem. Odparowujemy. W czajniku zagotowujemy wodę.
6. Zaczynamy po trochu, np. po pół szklanki, dolewać do ryżu gorącą osoloną wodę. Przepisowo powinien być to bulion, ale woda też daje radę, zapewniam :)
7. Po dodaniu każdej porcji wody mieszamy ryż i czekamy, aż wchłonie wodę. Nie można dodawać całej porcji wody na raz, bo wtedy nie uda nam się dopilnować specyficznej konsystencji risotta - twardawych ziarenek ryżu pływających w kleikowej masie (wiem, że to może nie brzmi pysznie, ale wierzcie mi - jest palce lizać!).
8. Dolewamy wodę aż do uzyskania opisanej powyżej konsystencji. Powinno wystarczyć 1,5 szklanki, ale może się zdarzyć, że trzeba będzie dodać więcej - kierujcie się konsystencją.
9. Po dodaniu wszystkich porcji wody dodajemy mus z dyni, a następnie cebulę, którą przygotowaliśmy wcześniej. Mieszamy.
10. Kiedy wszystko się już ładnie zagrzeje, dodajemy starty parmezan. Mieszamy i próbujemy, ewentualnie dosalamy do smaku, ale ponieważ dodawaliśmy już osoloną wodę, to ostrożnie z solą.
11. Zdejmujemy garnek z ognia. Możemy jeszcze dodać łyżeczkę - dwie oleju kokosowego albo wege-margaryny dla większej kremowości.
12. Na talerzach możemy jeszcze posypać risotto dodatkową porcją parmezanu albo udekorować strużką octu balsamicznego, jak kto lubi.

Smacznego!
Magda

czwartek, 21 lipca 2016

Bliny! Z roślinnym kawiorem i migdałową śmietaną (wegańskie!)

Takie bliny chodziły za mną już ze dwa lata. Tak, DWA lata. A to nie miałam akurat w lodówce roślinnego kawioru, a to ogólnie brakowało zapału. Parę razy poległam też na szukaniu przepisu, którym można by się podeprzeć przy smażeniu, aż w końcu wpadłam na ten post.


Chociaż połączenie drożdży i proszku do pieczenia może się wydawać dziwne, to idealnie sprawdza się w tych blinach. Pachną pięknie drożdżami i mąką gryczaną, a dodatek proszku sprawia, że bliny są naprawdę pu-szy-ste i super delikatne.


Podałam je z kleksem śmietany zmiksowanej z migdałów i z roślinnym kawiorem z Ikei. No, właściwie można by takie bliny podać z kieliszkiem czegoś mocniejszego, ale że porcje widoczną na zdjęciach smażyłam w porze pośniadaniowej, nie za bardzo wypadało podawać je z czymś wysokoprocentowym.


Właściwie to te bliny broniły się same, bez żadnego wyskokowego wsparcia :)


Bliny z kawiorem
przepis na bliny podpatrzony stąd


Składniki:

Bliny:
  • 100 g mąki gryczanej
  • 50 g mąki pszennej
  • 200 ml mleka sojowego
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki drożdży instant
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • kilka łyżek oleju do smażenia

Śmietana:
  • 1 szkl. płatków migdałowych
  • 1/3-1/2 szkl. wody
  • 1 łyżka oliwy
  • 1-2 łyżko soku z cytryny (lub więcej, do smaku)

  • kilka łyżek kawioru roślinnego (nasz jest z Ikei)

Przygotowanie:

Bliny:
  1. W misce łączymy suche składniki i dokładnie mieszamy.
  2. Do suchych składników dodajemy mleko i oliwę, Mieszamy krótko, aż powstanie gładkie ciasto.
  3. Gotowe ciasto przykrywamy i odstawiamy na 30 min we względnie nieprzeciągowym miejscu.
  4. Po 30 min rozgrzewamy olej na patelni (ok. 1 łyżki na jedną turę smażenia). 
  5. Na gorącym oleju smażymy bliny ok 3-5 min z obu stron. Ja brałam ok. 2 łyżek gotowego ciasta na jednego blina, choć pewnie można by je smażyć jeszcze mniejsze. 

Śmietana:
  1. Przy pomocy blendera miksujemy płatki migdałowe, wodę, oliwę i sok z cytryny na gładką masę. Najlepiej robić blenderowi dużo przerw, żeby nie wyzionął ducha.
  2. Kiedy uzyskamy już gładką śmietanową masę, układamy z niej kleksy na usmażonych blinach, a na samym wierzchu dodajemy trochę roślinnego kawioru.

Smacznego!
Anka

sobota, 9 lipca 2016

Micha makronu soba z bobem i sosem z tahini (ekspresowa!)

Różne zawirowania sprawiły, że ani Magda, ani ja nie gotowałyśmy ostatnio zbyt dużo (czytaj: prawie wcale). Ja wyjątek zrobiłam dla bobu, bo go uwielbiam. 


Nie wiem, czy tylko mi się wydaje, czy w tym roku bobu jest nieprzeciętnie dużo, grunt że nadszedł w końcu dzień, w którym stwierdziłam, że zamiast zjeść bób zaraz po ugotowaniu, prosto z garnka, może lepiej dodać go do makaronu i wzmocnić jakimś szybkim sosem. W ten sposób powstała micha makaronu soba :)


Bardzo lubię makaron soba, trochę za krótki czas gotowania, a trochę za gryczany, lekko orzechowy smak. Połączyłam go z bobem, polałam tahini i sosem sojowym, więc jak dla mnie zestaw był już pyszny. Po namyśle dodałam też pokrojonego drobno ogórka i rzodkiewkę, żeby trochę ożywić tę michę.


Sos miał być ekspresowy i podobny do tego tu. Podawanie przepisu, w którym występuje suszony czosnek może się wydawać pogrzeszeństwem, nie będę wytykać palcami ludzi, którzy są wstanie zmotywować się do przeciśnięcia przez praskę świeżego czosnku. Powiem tylko takim purystom, że wtedy sos trzeba będzie krótko zblendować, bo inaczej drobinki czosnku będą latać w sosie i robić za grudki. Także jak tam stryjenka uważa ;)



Micha makronu soba z bobem i sosem z tahini

Składniki (na jedną konkretną porcję):

  • 1 szkl. ugotowanych i obłuskanych nasion bobu
  • 1 porcja makaronu soba
  • 1 drobno posiekany ogórek zielony (taki jak do przetworów, nie szklarniowy)
  • 2-3 drobno posiekane rzodkiewki


Sos:

  • 1 łyżka tahini
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • szczypta suszonego czosnku (lub 1/2 ząbka czosnku, przeciśniętego przez praskę)
  • 1-2 łyżki wody



  • posiekany szczypiorek do posypania
  • sezam do posypania


Przygotowanie:

  1. Bób gotujemy do miękkości, przelewamy zimną wodą, odsączamy i pozbawiamy łupinek.
  2. Makaron soba gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Odsączamy i ew, przelewamy zimną wodą.
  3. Ogórki i rzodkiewki drobno siekamy.


Sos:

  1. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy, aż powstanie gładki sos.
  2. Gotowym sosem polewamy ugotowany makaron, bób, posiekane ogórki i rzodkiewki. Przed samym podaniem można by jeszcze posypać michę posiekanym szczypiorkiem lub sezamem  (ja akurat niestety nie miałam pod ręką).


Smacznego!
Anka

wtorek, 5 kwietnia 2016

Sushi z makaronem soba (wegańskie!)

Każdy, kto skończył filologię przyzna, że spędzenie pięciu lat na ślęczeniu nad podręcznikami do gramatyki czy powtarzaniu słów, fraz i całych tekstów na zajęcia z fonetyki zmienia człowieka. Wprawdzie ja skończyłam anglistykę już ekhm kilka lat temu, ale nie straciłam wyrobionego w trakcie studiów nawyku do ciągłego słuchania i czytania tego, co sama powiedziałam czy napisałam. 


Założenie jest takie, że nieustanne kontrolowanie co i jak się mówi czy pisze, pomaga w uczeniu się języka obcego. Do pewnego stopnia to prawda, ale nadmierne zwracanie uwagi na szczegóły może też prowadzić do sytuacji, w której zamiast po prostu coś powiedzieć, jedyne, na czym możesz się skupić, to błędy, które po drodze popełniasz. Dlatego zawsze się cieszę, kiedy widzę, że ktoś po prostu używa języka obcego do komunikacji, nie przejmując się tym, ile przy tym popełni błędów gramatycznych, składniowych i frazeologicznych. 


Popełnianie błędów przy przygotowywaniu potraw to oddzielny temat. Solidną ilość godzin spędziłam na sprawdzaniu, czy do takiego ciasta można dodać tego, a czy do tamtej zupy można dodać tamto. Nauczyłam się już, że czasem właśnie złamanie zasad daje lepsze efekty niż kurczowe trzymanie się tradycyjnych receptur.


I tak siedziałam sobie w Wielką Sobotę, rozważając czy chce mi się rolować sushi czy nie (miałam już ugotowany gar ryżu i przygotowane dodatki, więc teoretycznie nie było za dużo do roboty), kiedy olśniło mnie, że przecież uwielbiam makaron soba i czy jakby go zawinąć z kolorowymi dodatkami w algi, to czy nie byłby to pyszny obiad.


Najpierw sama się zgasiłam, bo przecie to takie niezgodne z tradycyjnymi rolkami! Ale potem poszłam i zapytałam internety, czy wiedzą coś na ten temat. Okazało się, że internety wiedzą i w ten sposób trafiłam na blog food-in-japan.com, który napisany jest właśnie niedoskonałym angielskim, który i tak można bez problemu zrozumieć. Czyli wniosek taki, że jak się chce przekazać jakiś komunikat, to zawsze się da. Albo jeśli chce się przekazać przepis na talerz pysznych rolek - to też można :)

Sushi z makaronem soba
na 2 porcje

Składniki:

  • 100-150 g makaronu soba
  • ok. 1/2 upieczonego lub ugotowanego słodkiego ziemniaka
  • ok. 100 g tofu, pokrojonego w kostkę i podsmażonego na 1-2 łyżkach oleju
  • ok. 1/2 ogórka, umytego i pokrojonego w słupki
  • 4 arkusze nori



  • mata do zwijania (ja użyłam takiej silikonowej, do wałkowania, bo nie mam takiej do zwijania sushi)
  • sos sojowy, wasabi, imbir marynowany, podprażony sezam do podania


Wykonanie:

  1. Gotujemy makaron soba wg instrukcji na opakowaniu. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą.
  2. Gotujemy lub pieczemy słodkiego ziemniaka (do miękkości). Gotowego ziemniaka przelewamy zimną wodą i kroimy w słupki.
  3. Tofu kroimy w kostkę i podsmażamy na patelni na 1-2 łyżkach oleju. Smażymy tofu przez ok. 5-7 min z obu stron.
  4. Ogórka myjemy i kroimy w słupki.
  5. Na arkuszu nori układamy makaron soba. Na makaronie układamy w paskach resztę składników i zwijamy w miarę ciasne rolki. Z podanych proporcji wyszły mi 4 rolki, czyli 2 porcje sushi (24 kawałki sushi - każdą rolkę pokroiłam na 6).
  6. Podajemy z sosem sojowym i innymi dodatkami wg uznania :)
  7. Smacznego!

Anka

sobota, 12 marca 2016

Nibygulasz z papryką, z seitanu (wegański!)

Bardzo długo szukałam wędzonej papryki i jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, jak będzie smakowała taka dziwna przyprawa. Kiedy w końcu upolowałam ją w Marks&Spencer, byłam zachwycona (teraz oczywiście wędzona papryka leży już właściwie wszędzie ;) ). Okazało się, że dzięki dodatkowi wędzonej papryki można ugotować pyszne, aromatyczne sosy, takie jak na przykład ten gulasz z seitanem.

 

Nie przygotowuję seitanu zbyt często, więc za każdym razem na nowo się dziwię, że to taka łatwizna. Trzeba tylko wymieszać suchy gluten z bulionem i przyprawami, no i szybko zagnieść. To prawda, że potem trzeba podgotować seitan przez dłuższą chwilę w garze bulionu, ale to się właściwie robi samo ;)


Kiedy miałam już ugotowany seitan, przygotowanie reszty gulaszu poszło ekspresowo. Musiałam tylko posiekać warzywa, pokroić ugotowany seitan, no a potem chwilę potrzymać gulasz na małym ogniu, żeby przyprawy ujawniły swój aromat. Chociaż tak naprawdę, to najlepszy był ten gulasz na drugi dzień, kiedy sos miał już szansę w spokoju "się przegryźć". Pycha!


Nibygulasz z papryką, z seitanu
Składniki:

Na seitan:
  • 1 szkl. glutenu
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 ząbek czosnku, rozgnieciony 
  • 1/2 szkl. ciepłej wody lub bulionu warzywnego

  • 4 szkl. bulionu warzywnego do gotowania seitanu (np. 4 szkl. wody + 2 łyżki suszonej włoszczyzny z liściem laurowym i 1/2 łyżeczki soli)

Na gulasz:
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1-2 łyżki oleju do smażenia
  • 1 czerwona papryka, pokrojona w drobną kostkę
  • 1 cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 1 marchewka, pokrojona w cienkie półplasterki
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka wędzonej papryki
  • 1/2 łyżeczki chili
  • 1 szkl. wody/bulionu z gotowania seitanu
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Seitan:
  1. W misce mieszamy gluten, przyprawy i 1/2 szkl. bulionu/ciepłej wody. Szybko zagniatamy gładką seitanową kulę.
  2. Kulę dzielimy na 4 i formujemy seitanowe "bochenki".
  3. W garnku zagotowujemy 4 szkl. bulionu. 
  4. Kiedy bulion już się gotuje, wkładamy do niego seitanowe "bochenki". Zagotowujemy.
  5. Trzymamy na małym ogniu przez ok. 30 min. 
  6. Kiedy seitan się już ugotuje, wyłączamy ogień, ale nie wyciągamy "bochenków" z bulionu. Odstawiamy.


Gulasz:
  1. Rozgrzewamy olej. Na gorącym oleju podsmażamy cebulę, paprykę i marchewkę. Trzymamy na średnim ogniu przez ok. 10 min - warzywa powinny się zacząć rumienić.
  2. Seitan kroimy na kawałki (mniej więcej kostki, 4 x 4 cm). Oprószamy 1 łyżką mąki.
  3. Do podsmażonych warzyw dodajemy pokrojony seitan. Podsmażamy ok. 5 min.
  4. Dodajemy 1 szkl. wody/bulionu od gotowania seitanu. Dodajemy wszystkie przyprawy. Zagotowujemy.
  5. Trzymamy na małym ogniu ok. 15 min. 
  6. Dodajemy koncentrat pomidorowy i gotujemy dodatkowe 5 min.
  7. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Smacznego!
Anka

wtorek, 1 marca 2016

Małe paje z czerwoną soczewicą - wegańskie!

Wspominałam już jakiś czas temu, że uwielbiam Dickensa. No trudno, taka przypadłość. Na liście rzeczy do przeczytania mam jeszcze kilka pokaźnych dickensowskich powieści, także mam jeszcze jakieś cele w życiu. Z myślą o fanach Dickensa BBC przygotowało na Gwiazdkę idealny prezent: serial Dickensian, który pochłonęłam ostatnio hurtem, w kilka wieczorów.


Przyznam, że kiedy zobaczyłam, że ktoś wpadł na pomysł zrobienia serialu, w którym bohaterowie różnych powieści Dickensa mieszkają przy jednej ulicy, pomyślałam, że to jednak pogrzeszeństwo. Jak to tak, bez szacunku do kanonu? No, a teraz siedzę jak na szpilkach i czekam na informację, czy BBC zdecyduje się zrobić drugą serię ;)


W międzyczasie miałam chwilę, żeby opracować swoją wersję paja z mięsnym nadzieniem, który jedzą bohaterowie "Dickensian". Największym fanem tego paja jest inspektor Bucket, czyli postać, która prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa łączącego wszystkich, pozornie niezwiązanych ze sobą, bohaterów "Dickensian".


W prawie każdej scenie z udziałem inspektora Bucketa występuje też paj, a sam inspektor przyznaje, że paje to jego słabostka. Inni bohaterowie marzą o czymkolwiek do jedzenia, ewentualnie pochłaniają gulasze, kluski i inne smażone muffiny, podlewane obficie ginem, brandy, piwem, grogiem albo ponczem, ale inspektor Bucket pozostaje wierny swoim ulubionym pajom.


Moja wersja ma nadzienie z czerwonej soczewicy z warzywami, które doprawiłam szczodrze wędzoną papryką.

 
W pierwszym odruchu stwierdziłam, że pani Cratchit, która w serialu piecze te wszystkie paje, oburzyłaby się na taką profanację jej wypieków. Ale zaraz mi się przypomniało, że pani Cratchit miała 6 (!) dzieci, które musiała wykarmić za bardzo, bardzo małe pieniądze. Więc pewnie nieraz robiła paja z soczewicą, ewentualnie soczewicę z soczewicą. 

Inspektor Bucket pomaga pani Cratchit pozbierać paje, które uciekły z tacy


Małe paje z czerwoną soczewicą
na 4 sztuki o średnicy ok. 9 - 10 cm

Składniki:

Ciasto: 
  • 1 1/4 szkl. mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 1/3 szkl. oliwy, zamrożonej
  • 1/4 szkl. lodowatej wody
  • 1/2 łyżki octu jabłkowego lub soku z cytryny

Nadzienie:
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula, posiekana w drobną kostkę
  • 1 marchewka, posiekana w cienkie półplasterki
  • 1/2 cukinii, posiekana w cienkie półplasterki
  • 1 szkl. suchej czerwonej soczewicy
  • 2 ząbki czosnku, rozdrobnione
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki chili
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Ciasto:
  1. Oliwę wkładamy na minimum godzinę do zamrażarki - ma zgęstnieć.
  2. Kiedy oliwa jest już zmrożona, dodajemy ją do mąki i soli.
  3. W oddzielnym naczyniu mieszamy ocet z lodowatą wodą. Wodę z octem wlewamy do reszty składników i szybko zagniatamy zwarte ciasto.
  4. Ciasto dzielimy na 4 części. Bierzemy jedną z części, dzielimy ją na dwie nierówne części (po mniej więcej 1/3 i 2/3). Większą część cienko rozwałkowujemy i wykładamy nią spód kokilek lub "foremek" złożonych z folii aluminiowej (jak w moim przypadku). Wyłożone do foremek spody nakłuwamy widelcem. Mniejsze części rozwałkowujemy i na razie odkładamy (powstaną z nich "pokrywki" dla każdego z pajów).
  5. Wywałkowane spody wkładamy na ok. 10- 15 min do piekarnika nagrzanego uprzednio do 200 st. - ciasto ma zacząć się rumienić. Odstawiamy.
Nadzienie:
  1. W rondelku rozgrzewamy olej. 
  2. Do rozgrzanego oleju dodajemy cebulę, marchew i cukinię. Podsmażamy ok. 10 min, aż warzywa zaczną się rumienić. Dodajemy rozdrobniony czosnek.
  3. Kiedy warzywa są już podsmażone, dodajemy do nich czerwoną soczewicę, 2 szkl. gorącej wody i sól (ok. 1/4 łyżeczki). Zagotowujemy, a potem trzymamy na małym ogniu, aż soczewica się ugotuje. 
  4. Kiedy soczewica jest już miękka, do rondelka dodajemy pozostałe przyprawy i koncentrat pomidorowy. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Jak to wszystko połączyć:
  1. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 180 st.
  2. Nadzienie wykładamy do upieczonych uprzednio spodów (po ok. 2/3 szkl. nadzienia na jednego paja).
  3. Wyrównujemy powierzchnię nadzienia i wykładamy na nie odłożone wcześniej "przykrywki" z ciasta. Sklejamy brzegi.
  4. Paje pieczemy w piekarniku przez ok. 30 min (mają się zacząć rumienić, ale nie zbrązowieć). Podajemy najlepiej z michą sałaty.

Smacznego!
Anka

środa, 17 lutego 2016

Relacja z warsztatów i przepis na sałatkę z pieczonych buraczków

Pod koniec stycznia zorganizowałyśmy w Krakowie warsztaty kuchni roślinnej. Uczestniczki przez ponad trzy godziny dzielne mieszały, siekały i gotowały. Było przy tym mnóstwo zabawy!


Przestrzeń na warsztaty udostępnił Apartament Krakowski - dziękujemy i polecamy :)



Nasze menu obejmowało pełen obiad, a więc pierwsze danie - zupa krem z pieczonej papryki, drugie - kotlety z całych ziaren soi, a do tego dwie sałatki - z pieczonych buraczków i z granatu. Przy okazji pokazałyśmy jak "rozbroić" te owoce o pięknych czerwonych ziarenkach.

Sałatka z granatem


Nie mogło oczywiście zabraknąć deseru - było to ciasto czekoladowe z cukinią.

Ciasto czekoladowe z cukinią

Uczestniczki warsztatów zgodnie twierdziły, że czas minął im niepostrzeżenie.



Dziękujemy wszystkim za przybycie i cieszymy się na myśl o kolejnych warsztatach :-) A poniżej przepis na sałatkę z buraczków - wszystkie pozostałe przepisy są już na blogu (wystarczy kliknąć linki w tekście powyżej).


Sałatka z pieczonych buraczków


Składniki - warzywa:

• 2-3 średnie buraczki, obrane i pokrojone w kostkę
• 1-2 łyżki oliwy
• 2 łyżeczki suszonego tymianku
• 1/2 łyżeczki soli
• świeżo zmielony pieprz

• uprażone pestki dyni
• rukola / mix sałat


Sałatka z pieczonych buraczków

Przygotowanie - warzywa

1. Piekarnik nagrzewamy do 220 st.
2. Buraczki (kostkę) wysmarowujemy oliwą i posypujemy przyprawami (najłatwiej wytaplać je w misce). Układamy na blasze wyłożonej papierem lub folią aluminiową.
3. Buraczki pieczemy, aż zmiękną – od 25 do 40 min, zależnie od wielkości kostki i mocy piekarnika. Po 20 minutach warto zajrzeć do piekarnika i obrócić blaszkę, żeby buraki równo się upiekły.

Składniki - sos:

• sok z 1 cytryny
• sok z 1 pomarańczy
• 4 łyżki oliwy
• 1 łyżeczka tymianku
• 1 łyżeczka majeranku
• 1 łyżka liści świeżej mięty
• 1 łyżeczka soli
• świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie - sos + warzywa:

1. Składniki na sos mieszamy. Polewamy nimi jeszcze ciepłe buraczki.
2. Przestudzone buraczki mieszamy z sałatami. Posypujemy pestkami dyni.



Smacznego!
Magda

sobota, 13 lutego 2016

Pizza z... ziemniakami! (wegańska, bez sera)

Bardzo lubię tę prostą pizzę, tylko z ziemniakami, solą i rozmarynem. To jedna z rzeczy, których brakuje mi w Polsce. Taką pizzę najczęściej sprzedaje się al taglio, na kawałki, i dlatego ma ona formę prostokąta, a nie koła.


Zanim zaczęłam pisać ten post, poszukałam polskich przepisów na pizzę z ziemniakami. Z radością donoszę, że znalazłam dwa, ale żaden nie był całkowicie wegański, dlatego poniżej podaję przepis na taką właśnie pizzę - bez mleka, bez sera, 100% roślinną.





Ciasto jest pyszne i do tego cudownie proste. Nie dajcie się zwieść długiemu opisowi przygotowania: wyrabiania jest tu może 10 minut, reszta to czekanie, aż ciasto wyrośnie. A w tym czasie można sobie obejrzeć odcinek ulubionego serialu, i nawet nie zauważyć, jak zleci 50 minut. Ciasto ma jeszcze tę zaletę, że wychodzi cieniutkie, a przy tym miękkie. 




Jeśli dodatek ziemniaków wydaje się Wam dziwny, po prostu wypróbujcie ten przepis, a przekonacie się, że warto było :)




Pizza z ziemniakami i rozmarynem
przepis na ciasto ze strony Viva La Focaccia

Składniki:

Ciasto:

  • 160 ml letniej wody
  • 20 g oliwy z oliwek extra vergine (2 łyżki)
  • 5 g suszonych drożdży
  • 5 g soli (łyżeczka)
  • 230 g mąki luksusowej (1 1/3 szklanki)
  • oliwa do wysmarowania formy



Na wierzch:


  • 2 duże ziemniaki lub 4 średnie, pokrojone w cieniutkie plasterki
  • sól (gruba lub drobna)
  • 2 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • oliwa do smarowania ciasta



Przygotowanie:


Ciasto:


  1. Odmierzamy mąkę, zostawiamy 2 łyżki do podsypywania ciasta przy wyrabianiu.
  2. W misce mieszamy drożdże z wodą. Dodajemy 2 łyżki oliwy, mieszamy,
  3. Z mąki, którą odmierzyliśmy w punkcie 1, bierzemy połowę i dodajemy do mieszaniny drożdży, wody i oliwy. Mieszamy łyżką, aż wszystkie składniki się połączą i nie będzie grudek.
  4. Dodajemy sól, mieszamy.
  5. Dodajemy po trochu drugą część mąki. Wyrabiamy ciasto przez 4-5 minut. Kiedy ciasto nie klei się już do miski, wyjmujemy je na blat, uprzednio posypany 2 łyżkami mąki.
  6. Wyrabiamy, aż ciasto będzie jednolite i gładkie. Jeśli ciasto bardzo klei się do rąk, zostawiamy je na 2-3 minuty i ponownie wyrabiamy.
  7. Przygotowujemy foremkę, na której ciasto będzie wyrastać: proporcje są na blachę o wymiarach 25 x 40 cm. Ja używam blachy (półki) z piekarnika, na której rozkładam matę silikonową. Matę lub formę smarujemy oliwą. Ciasto układamy na blasze, a następnie obracamy je do góry nogami, tak żeby było posmarowane oliwą z obu stron. Dzięki temu ciasto nie będzie wysychać; nie trzeba go przykrywać ściereczką. 
  8. Ciasto zostawiamy do wyrastania na 45-50 minut. Można je wstawić do WYŁĄCZONEGO piekarnika - pod warunkiem, że jest szczelny, uchroni ciasto od przeciągów.


Ziemniaki
  1. Ziemniaki obieramy i kroimy najcieniej, jak się da, na półprzezroczyste plasterki.

Ciasto + ziemniaki

  1. Nastawiamy piekarnik na temperaturę 220 stopni Celsjusza.
  2. Wyrośnięte ciasto rozpłaszczamy na blasze, bardziej je naciskając, niż rozciągając.
  3. Oliwę (ok. 4 łyżek) wlewamy do miseczki. Za pomocą pędzelka smarujemy ciasto, by pokryć je równą warstwą oliwy; nie chodzi o to, żeby ciasto utopić w oliwie ;) 
  4. Na tak przygotowanym cieście układamy plasterki ziemniaków. Smarujemy po wierzchu oliwą.
  5. Rozmaryn rozcieramy w dłoniach, żeby zaczął wydobywać się zapach. Posypujemy ziemniaki rozmarynem, a następnie solimy.
  6. Wstawiamy pizzę do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy 10-12 minut.


Smacznego!
Magda






środa, 13 stycznia 2016

Noworoczne postanowienia w pudełku, czyli 7 sałatek do zabrania do pracy/szkoły/na przyprawę do bieguna

Jak tam postanowienia noworoczne? Już wzięły w łeb czy jeszcze dzielnie się ich trzymacie? Ja jestem z postanowieniami noworocznymi trochę na bakier, bo nigdy nie czuję, że rok się kończy właśnie 31 grudnia. Zawsze mi się wydaje, że rok kończy się w okolicy Bożego Narodzenia, a ten dodatkowy tydzień to tak trochę ni przypiął ni przyłatał.


Doceniam jednak masowo opanowujące populację dążenie do samodoskonalenia. Będę chodzić na fitness 8 razy w tygodniu! Nie będę jeść słodyczy, już nigdy przenigdy! Nie będę już wydawać tyle pieniędzy na kosmetyki! I tak dalej :)

Nie lubię postanowień noworocznych, bo moja skłonność do perfekcjonizmu nie może znieść faktu, że niestety moje postanowienia najprawdopodobniej nie przetrwałyby nawet miesiąca. Więc po co w ogóle próbować? Niezbyt to mądra logika, ale mniej więcej taki ciąg myślowy przebiega w mojej głowie kiedy słyszę hasło "postanowienia noworoczne".

Głęboko wierzę jednak w planowanie. Ale takie krótkoterminowe, nie że w ciągu roku wejdę na Mount Everest (bez specjalnego trenowania wcześniej), pojadę do Japonii zobaczyć makaki, a tak w czasie wolnym nauczę się chińskiego, sama, a co. Moje planowanie nie wybiega zwykle dalej niż tydzień do przodu. I co można tak zaplanować z tygodniowym wyprzedzeniem? Ano na przykład obiady na cały tydzień. Że brzmi przerażająco? Że po co planować obiady, przecież JAKOŚ się to ogarnie w tygodniu, z dnia na dzień, prawda? 

Moje doświadczenie z ogarnianiem obiadów na bieżąco w tygodniu zwykle oznacza, że będę w danym tygodniu jadła kupny hummus ze zdybanymi w osiedlowym mini sklepie warzywami (poniedziałek - wtorek), potem złapię jakąś gotową zupę i zjem ją na kolejne dwa obiady (tu mamy środę i czwartek), po czym w piątek skapituluję i wyciągnę jakiś makaron, który wystąpi w roli pasta all' aglio e olio lub też olio e pepperoncino. Potem w sobotę z radością odkryję na nowo, że domowy obiad to jednak pycha i to mnie zmotywuje do tego, żeby przysiąść, zrobić listę zakupów z konkretnymi daniami na konkretny dzień, obkupić się w te sprawunki, a kawałek niedzieli (większy lub mniejszy) spędzić na gotowaniu. 


A może by tak zrobić sałatki na cały tydzień? Takie sycące sałatki, nie że szpinak, pomidor i już. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam sałatki w słoikach, pomyślałam, że ładnie toto wygląda, ale że tak przygotowane sałatki nie przetrzymają kilku dni w lodówce. Mocno się zdziwiłam, kiedy się okazało, że 4-5 dni zapakowane sałatki wytrzymują bez problemu. Nie można tylko dodawać żadnych ciężkawych sosów, świeżej cebuli czy czosnku. No i ja jeszcze dodaję listki sałaty/szpinaku/jarmużu już na talerzu, nie pakuję zieleniny na wierzch pudła. Więc na przykład w poniedziałek razem z pudełkiem z sałatką niosę do pracowej lodówki paczkę zieleniny, którą potem sukcesywnie chrupię w kolejne dni tygodnia.

To jak, sałatki do pudełek? :)

Przepisy na te 7 sałatek  powstały pewnego popołudnia, które spędziłam na oglądaniu przepisów na sałatki na giallozafferano.it i makemoreofsalad.com, ale zweganizowałam je już sama :)

Poniedziałek


Dla fanów awokado i czarnych oliwek

  • kostki tofu (ok. 100 g)
  • ugotowany makaron razowy (ok. 3/4 szkl. suchego makaronu)
  • awokado (1/2 awokado, posiekanego w drobną kosteczkę)
  • pomidor (1/2 dużego, posiekana w kostkę i pozbawiona pesteczek ze środka)
  • czarne oliwki (ok. 2-4 łyżek pokrojonych w ćwiartki oliwek)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Wtorek


 Z gruszkowym wsparciem

  • soczewica (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej soczewicy)
  • kasza jęczmienna/jaglana (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej kaszy)
  • gruszka (1/2 gruszki, obranej ze skórki i posiekanej w kostkę)
  • orzechy laskowe/włoskie (ok. 2-4 łyżek posiekanych i podprażonych na patelni orzechów)
  • sok z cytryny (1 łyżka) lub ocet balsamiczny (ok. 1 łyżeczki)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Środa


Z pomarańczami w nowym wydaniu

  • ciecierzyca  (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej ciecierzycy)
  • makaron pełnoziarnisty (ok. 3/4 szkl. suchego makaronu)
  • awokado (1/2 awokado posiekana w drobną kosteczkę)
  • pomarańcza (1/2 wyfiletowanej pomarańczy)
  • sok z cytryny lub pomarańczy (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • pieprz czarny do smaku
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Czwartek


Z pachnącymi ziołami

  • ciecierzyca (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej ciecierzycy)
  • kasza jaglana/kuskus (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej kaszy)
  • pomidor (1/2 dużego, posiekana w kostkę i pozbawiona pesteczek ze środka)
  • podsmażone plasterki cukinii (ok. 1/2 cukinii posiekanej w plasterki i podsmażonej krótko na patelni)
  • pietruszka świeża (1 łyżka posiekanej)
  • opcjonalnie: mięta świeża (1 łyżka posiekanej)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Piątek


Z czerwonymi diamencikami

  • soczewica (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej soczewicy)
  • kasza jęczmienna/jaglana (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej kaszy)
  • żurawina suszona (ok. 2 łyżek)
  • nasiona grantu (ok. 4 łyżek)
  • tymianek (1/4 łyżeczki)
  • rozmaryn (1/4 łyżeczki)
  • pestki dyni lub orzechy włoskie (ok. 2-4 łyżek)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania


Sobota


Z marchewkowymi wstążeczkami i orzeszkami ziemnymi, żeby jakoś przetrzymać pracującą sobotę

  • ciecierzyca (1/4 szkl. suchej, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanej ciecierzycy)
  • ryż basmati (1/4 szkl. suchego, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanego ryżu)
  • świeża marchewka (1/2 marchewki, pokrojona na "wstążeczki" przy pomocy obieraczki do warzyw)
  • pomarańcza (1/2 wyfiletowanej pomarańczy)
  • orzeszki ziemne do posypania  (ok. 2-4 łyżek)
  • sok z cytryny/limonki (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania

Niedziela


 Na wypasie dla tych, którzy w niedzielę zamiast "nie dziełać", muszą iść do pracy

  • kostki tempehu marynowanego/wędzonego lub wędzonego tofu (ok. 100 g)
  • ryż basmati (1/4 szkl. suchego, ok. 1/2-2/3 szkl. ugotowanego ryżu)
  • patyk selera (1 posiekany w plasterki)
  • suszone morele (ok. 2 łyżek posiekanych w kosteczkę moreli - ok. 6 sztuk moreli)
  • pestki dyni lub orzechy włoskie (ok. 2-4 łyżek)
  • sok z cytryny (1 łyżka)
  • oliwa z oliwek (1 łyżka)
  • sałata/szpinak/jarmuż do podania
Wszystkie sałatki układamy w pudełkach od najbardziej "wytrzymałych" składników (kasza, soczewica, ciecierzyca), do najbardziej  delikatnych (awokado, pomarańcza, pomidor). Sałatki ułożone w pudełkach/słoikach warstwami pakujemy do lodówki i cieszymy się cały tydzień, że udało nam się tak sprytnie rozwiązać problem obiadów :)

Smacznego!
Anka

czwartek, 17 grudnia 2015

Najlepsze kotlety sojowe (z całej soi!)

Wiemy, że tu Święta, piernik z makiem i kutia z uszkami, ale my też mamy swoją (przed)świąteczną tradycję: lubimy opublikować jakiś prosty przepis, który przyda się roślinożercom zabieganym w gwiazdkowych przygotowaniach (albo tym, którzy uciekają przed świątecznym zgiełkiem, jak baranek z "Tajemnicy Bożego Narodzenia", który nie mógł już słuchać dźwięku automatów kasowych i wybiegł z domu towarowego).


Przepis na te kotlety jest tak cudownie prosty, że postanowiłam się nim z Wami jak najszybciej podzielić! Namoczyłam ostatnio dużo soi z ambitnym zamiarem zrobienia domowego tofu, jednak w końcu brakło mi czasu, i żeby cennych ziaren nie zmarnować, ugotowałam gar soi. No i co z taką soją zrobić?

Wymyśliłam, że część zamrożę, a z reszty zrobię kotlety. Miałam problem ze znalezieniem przepisu na kotlety sojowe, bo większość wyników z gugla podpowiadało przepis na gotowe kotlety (takie, jak kostka sojowa). A ja chciałam z soi całej... Za to pierwszy przepis, który udało mi się wyszukać, okazał się po prostu genialny. A to dlaczego?
  • nie trzeba do niego dodawać podsmażonej cebuli ani czosnku (a więc oszczędzamy czas oraz wietrzenie kuchni);
  • mimo to kotlety nie są wcale nijakie, dzięki dodatkowi indyjskich przypraw;
  • nie dodajemy do kotletów żadnego płynu ani zamienników jajka (jak np. siemię lniane), a potem nie musimy ich zagęszczać mąką, kasza czy bułką tartą...
no to jak się robi te boskie kotlety? :)

Cudownym składnikiem, który skleja masę na kotlety jest... TADAM! ugotowany w skórce ziemniak! Działa trochę jak mąka ziemniaczana, czyli skrobia, a trochę jednak dodaje masie wilgoci, ale uwaga przy blendowaniu - może być trochę sucho, więc lepiej miksować partiami i raczej "żyrafą" niż w kubełku. Oprócz soi i ziemniaków potrzebujemy jeszcze tylko przypraw: garam masali, kuminu, chili i świeżej kolendry. Nie byłam nigdy fanką liści kolendry (mam nadzieję, ich że miłośnicy mi wybaczą), ale tu się naprawdę sprawdziły. Z magicznych składników pominęłam tylko sproszkowane suszone mango - wiecie może, gdzie coś takiego można kupić?

Nie macie akurat dużych ilości soi namoczonych z myślą o domowej produkcji tofu? Nic nie szkodzi, tutaj, cicho sza, możecie użyć soi z puszki!

Zaczynamy? :)

 

Kotlety sojowe z całych ziaren soi
pomysł stąd

Składniki (na 4 średnie kotlety lub 3 duże):

  • 1,5 szklanki ugotowanej soi (ok. 0,5 szkl. suchej)
  • 1 średni ziemniak (ok. 100 g - ważone przed ugotowaniem, w skórce)
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/2 łyżeczki garam masali
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 papryczka chili, pozbawiona nasion i drobno pokrojona
  • 3 łyżeczki liści świeżej kolendry

  • olej do smażenia (ok. 2 łyżek)

Przygotowanie:

  1. Gotujemy ziemniaka ze skórką. Studzimy i obieramy.
  2. Ziemniaka, niewielką część soi (1/3-1/2 szklanki) i wszystkie przyprawy miksujemy w kubku blendera. Powstanie dość kleista masa. 
  3. Ponieważ dalej ciężko ją miksować w kubku, przekładamy masę do większej miski. Partiami dodajemy pozostałą soję i miksujemy całość już za pomocą zewnętrznej końcówki blendera (żyrafy). Jeśli pozostaną kawałki całych ziaren soi, nic nie szkodzi.
  4. Formujemy kotlety.
  5. Na patelni rozgrzewamy dość mocno olej. Smażymy kotlety po parę minut z każdej strony, aż się zrumienią.


Smacznego!
Magda