Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 listopada 2016

Wegański smalec à la Aniversum

Dzisiejszy post sponsoruje literka "A", bo przepis napisała goscinnie Ania z Aniversum. W ramach rekomendacji powiem, że ja ten jej smalec UWIELBIAM! Po krótkich negocjacjach Ania zgodziła się podzielić z nami swoim przepisem na smalec. Oto on!


 
Każdy wie, że z fasoli da się zrobić naprawdę wiele. Jak się dobrze do niej zabrać, można z tego zrobić nawet L4.
Ja z fasoli zrobiłam wegański smalec, który podałam mojej niewegańskiej rodzinie na święta i nikt się nie połapał, że dopuściłam się malutkiej malwersacji. To jest dowód na znakomitość tegoż smalcu AKA pasty z fasoli.


Wegański smalec à la Aniversum

Departament chrupkości i cebulowatości
  • 1 cebula
  • 1/2 obranego jabłka
  • 2 liście laurowe
  • 3 ziela angielskie
  • 2 ziarnka pieprzu (można pominąć)
  • 2 ziarenka jałowca
  • olej (tak ze 2-3 łyżki)
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
  • garstka granulatu sojowego (garstka w układzie SI to koło 2-3 łyżek)
  • 1/2 łyżeczki cukru brązowego (jak zapomnicie albo nie macie to nie musicie się wybierać do sąsiada po prośbie)

Departament smarowalności:
  • 1 puszka białej fasoli (jak się pomylicie w sklepie i kupicie bób to też obleci)
  • 2-3 łyżki wody
  • 1 (do 1 i 1/2 ) łyżki sosu sojowego
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki suszonego majeranku
  • sól i pieprz


1. Zaczynamy od cebuli, bo poddamy ją obróbce cieplnej i dobrze, żeby sobie zdążyła wystygnąć w tak zwanym międzyczasie.
2. Cebulę i jabłko kroimy w drobną kostkę. Wrzucamy je na rozgrzany olej razem z cukrem, zielem, papryką, jałowcem, pieprzem i liściem laurowym. Podsmażamy trochę, dopóki cebula i jabłko nie zmiękną.
3. Kiedy sytuacja na patelni zaczyna się robić lekko złotawa, wyławiamy liście, ziele, pieprz, jałowiec, a dodajemy odrobinę więcej oleju i wsypujemy drobny granulat sojowy. To będą nasze skwarki. Podsmażamy do preferowanego przez nas stopnia przypalenia i zdejmujemy z ognia. Zostawiamy do przestygnięcia.
4. Przechodzimy do blendera.
5. Fasolę odcedzamy, co wrażliwsi mogą nawet przepłukać.
6. Umieszczamy ją w blenderze. Dodajemy zioła, łyżkę sosu sojowego i blendujemy na gładką masę. Jeśli nie blenduje się dostatecznie przyjemnie, dodajemy trochę wody. Jeśli konsystencja przypomina smarowidło, sprawdzamy czy smak nam odpowiada i doprawiamy solą, pieprzem i ewentualnie odrobiną sosu sojowego.
7. Fasolową paciaję, to znaczy pastę, umieszczamy w misce albo głębokim talerzu, dodajemy przestygnięte towarzystwo z patelni i wymieszowujemy.

I oto jest on, smalec palce lizać. Dorzućcie tam domowy chleb (dać wam przepis?) i ogórka kiszonego (ma ktoś przepis?) i już!

Uwaga: jeśli smalec ten macie zamiar, tak jak ja, serwować z zaskoczenia swojej rodzinie, przygotujcie sobie wcześniej pastę fasolową, ale cebulę i sojowe skwarki zróbcie krótko przed podaniem. Niestety im dłużej usmażony granulat pozostaje w kontakcie z fasolą, tym gorzej odbija się to na jego chrupkości. Ryzyko jest jednak niewielkie, albowiem cała konstrukcja nigdy nie doczekała u nas dnia następnego.

To mówiłam do was ja, Ania z bloga Aniversum. A ten smalec to jeden z przysmaków serwowanych przeze mnie na Zen Weekendzie, relaksacyjnym wyjeździe w Alzackie góry, gdzie podajemy tylko wegańskie jedzenie (Zen Jardin).

Ania z Aniversum

czwartek, 11 sierpnia 2016

Ciasto-owsianka z kiwi (wegańska!)

Ostatnich parę dni leżałam pod kocem, bo w największy upał przeziębiłam sobie zatoki. Dlatego w weekend opracowywałam kolejne dania, które udało się improwizować ze znalezionych w lodówce resztek.


W ten sposób natrafiłam na kilka BARDZO kwaśnych kiwi, które nie pasowały mi jakoś do zwykłej śniadaniowej owsianki, której raczej nie słodzę. A potem przypomniał mi się placek owsiankowy, który mignął jakiś czas temu w internecie, wiec zdecydowałam, że kwaśne kiwi złagodnieją pod warstwą owsiankowej kruszonki.


I tak, zamiast różowej ciasto-owsianki z malinami, wyprodukowałam blaszkę zielonej ciasto-owsianki z kiwi.


Jeśli nie uważacie słodkich śniadań (bo ja upiekłam tę ciasto-owsiankę właśnie z myślą o długich weekendowych śniadaniach), polecam takiego łakocia do popołudniowej herbatki.


Albo do zapakowania do pudełka w roli słodkiej przegryzki w pracy. Pycha!

Śniadaniowa ciasto-owsianka z kiwi i nasionami chia
podpatrzone z  A Dash of Compassion
Składniki:
Na nadzienie z kiwi:

  • 2 szkl. pokrojonych w kostkę kiwi (3-4 sztuki kiwi)
  • 1 łyżka nasion chia
  • 1 łyżka cukru (ja brałam brązowy)


Na owsiankowy spód i kruszonkę:

  • 1 szkl. płatków owsianych
  • 1 szkl. mąki owsianej
  • 1/3 szkl. cukru (ja brałam brązowy)
  • 1/4 łyżeczki sody
  • 6 łyżek oleju (ja brałam słonecznikowy)
  • 2-4 łyżki wody


Wykonanie:

Spód i kruszonka:

  1. W misce dokładnie mieszamy płatki owsiane, mąkę owsianą, cukier i sodę. 
  2. Do suchych składników dodajemy olej, a potem po trochu wodę (najpierw 2 łyżki, a jeśli ciasto nie chce się skleić - dodajemy więcej wody, ale nie jednym chlustem).
  3. Pół szklanki ciasta odkładamy na kruszonkę na wierzchu, resztą wyklejamy spód blachy (u mnie tortownica o średnicy 20 cm). 


Nadzienie z kiwi:

  1. Kiwi obieramy ze skórek, kroimy w kostkę i krótko miksujemy blenderem (mają zostać takie nierówne kawałki kiwi, nie chcemy mieć jednolitego musu).
  2. Do lekko zmiksowanego kiwi dodajemy nasiona chia i cukier, dokładnie mieszamy.


Jak to wszystko połączyć:

  1. Nadzienie wykładamy na ciasto w tortownicy i posypujemy kruszonką, czyli odłożoną wcześniej 1/2 szkl. ciasta.
  2. Pieczemy ok. 20-25 min w piekarniku nagrzanym uprzednio do 180 st. Po upieczeniu najlepiej poczekać, aż ciasto wystygnie, bo inaczej nadzienie z kiwi będzie zbyt płynne, żeby można było ukroić nierozsypujące się kawałki.


Smacznego!
Anka

sobota, 9 kwietnia 2016

Micha musu z mango na śniadanie (wegańska!)

Muszę coś wyznać. Przez ostatni rok nie miałam blendera. Tak, mam na imię Anka, jestem weganką i przez ostatni rok nie miałam blendera. Jak to? Jak to przeżyłam? Przecież weganie żywią się jedynie zielonymi koktajlami na bazie jarmużu, prawda? ;)


Cała sprawa zaczęła się niepozornie. Przeprowadziłam się do Warszawy (z Krakowa, gdzie urzędowałyśmy z Magdą w jednym mieszkaniu, a przede wszystkim w jednej kuchni) i ciągle miałam z tyłu głowy, że przecież BLENDER, bo jak ja będę funkcjonować. Tylko że jakoś tak się złożyło, że nie zainteresowałam się tematem przez cały miniony rok i dopiero niedawno dostałam blender w prezencie od wielkanocnego Zajączka.


Najśmieszniejsze jest to, że o ile wcześniej, kiedy jeszcze miałam blender do dyspozycji na co dzień, używałam go w zasadzie bez przerwy. Owocowy koktajl na śniadanie, zupa krem zapakowana w słoik do pracy, pasta z soczewicy na kolację, no a w roli popołudniowej przegryzki baton musli, do którego blender zmiksował posłusznie i płatki owsiane, i daktyle. A teraz? Na razie mój piękny nowy blender leży głównie w szufladzie, bo ja odzwyczaiłam się go używać. Ironia losu :)


Żeby jakoś na nowo docenić zalety blendera i tego, co można z jego pomocą wyczarować, pomyślałam o misce pełnej owocowej dobroci, którą z chęcią zje się na wiosenne śniadanie. Zwłaszcza, że temperatury za oknem są naprawdę zachęcające, więc można nie mieć siły na michę ciepłej owsianki (chociaż z drugiej strony, taka owsianka hmmm... ;) ).


Zmiksowałam do tej michy mango, banana i mleko kokosowe, a żeby dopełnić tropikalnych klimatów, udekorowałam ją grubymi wiórkami kokosowymi. No i nasionami chia, żeby było bardziej krzepiąco. Pycha!

Micha musu z mango na śniadanie

Składniki:

  • mango (1/2 pokrojona na kawałki i odłożona do dekoracji)
  • 3/4 szkl. mleka kokosowego
  • 1 banan
  • 2 łyżki grubo krojonych płatków kokosowych
  • 1/2-1 łyżka nasion chia

Wykonanie:

  1. Przy pomocy blendera miksujemy 1/2 mango z mlekiem kokosowym. Dodajemy pokrojonego w grube plastry banana.
  2. Mus przekładamy do miski, dekorujemy płatkami kokosowymi, pokrojonym mango i nasionami chia.
  3. Przed zjedzeniem najlepiej wymieszać wszystko łyżką, żeby nasiona chia choć trochę namokły. 
Smacznego!
Anka

wtorek, 2 lutego 2016

Odświeżony deser Poires Belle-Hélène - wegański, bez dodatku cukru i tłuszczu!

Zasiałam ostatnio popłoch wśród kolegów z pracy, kiedy w ramach śniadania przyniosłam sobie słoik kremu z nasion chia. O ile mi się wydawało, że już absolutnie całe internety widziały deser z nasion chia, o tyle moim pracowym kolegom wydawał on się niezwykle egzotyczny.


Nie wdawałam się już więc w wyjaśnienia, że nie dość, że to deser z nasion chia, to jeszcze jest to moja wersja Poires Belle-Hélène! Być może wywołałabym już panikę na całym piętrze. Że co ja do pracy przynoszę? Co to za wymysły? ;)


W klasycznej wersji gruszek piękna Helena występują lody waniliowe, podgotowane w syropie gruszki i czekoladowe ganache, w towarzystwie całych migdałów lub kandyzowanych fiołków (!). Fiołków za oknem nie ma co szukać, bo jeszcze na nie za wcześnie, ale i resztę składników trochę odkurzyłam. Zamiast ganache zrobiłam krem z nasion chia, zamiast lodów waniliowych dodałam kremowe mleko kokosowe, a samych gruszek już nie podgotowywałam. Także ta wersja to zupełnie moja przeróbka takich tradycyjnych Poires Belle-Hélène.


Pyszny jest ten deser, a przy tym niezbyt ciężki, bo nie wymaga dodatku żadnego oleju czy innego rafinowanego cukru. Prawda, mleko kokosowe ma trochę tłuszczu, ale po pierwsze nie tak dużo (bo tylko 21 g tłuszczu na 100 g), a po drugie, to ten dobry tłuszcz (jak to kiedyś napisała Chocolate Covered Katie) ;) Więc nie ma co się denerwować i zaczynać w panice podliczać kalorii (kakao też ma trochę tłuszczu, ale ma też magnez, więc może nie ma się co licytować?). Dla osób panikujących napiszę tylko, że w jednej takie porcyjce jest ok. 18 g białka, czyli całkiem dużo jak na taki niepozorny śniadanio-deserek. Na przykład dla mnie to prawie połowa dziennego zapotrzebowania na białko. Dodatkowo, taka porcja zawiera 35 g tłuszczu, z czego 5 g kwasów tłuszczowych omega-3 (co stanowi jakieś 400% dziennego zapotrzebowania na nie, więc całkiem sporo). Zresztą, dzięki dodatkowi nasion chia, taka jeden słoiczek zapewnia też ok. 50% dziennego zapotrzebowania na żelazo i ok. 80% zapotrzebowania na magnez. Także całkiem spoko. :)



Odświeżony deser Poires Belle-Hélène - z nasionami chia, bez dodatku cukru i tłuszczu!

podstawowy przepis na pudding z nasionami chia podpatrzony stąd thefullhelping.com

Składniki: 
na jedną porcję
  • 3 łyżki nasion chia
  • 1 łyżka kakao
  • 3/4 szkl. mleka sojowego (lub migdałowego, lub mieszanki kokosowego z migdałowym/sojowym)
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • stewia do smaku (lub 1-2 łyżki syropu klonowego)
  • 1/2 gruszki, pokrojona w 4 słupki
  • 4 łyżki mleka kokosowego
  • 1 łyżka blanszowanych migdałów pokrojonych na pół


Wykonanie:
  1. W słoiku mieszamy nasiona chia i kakao. 
  2. Do nasion chia i kakao dodajemy mleko sojowe, aromat waniliowy i dosładzamy do smaku stewią/syropem. Słoik dokładnie zakręcamy i porządnie nim potrząsamy, żeby nasiona chia się nie posklejały.
  3. Ponownie mieszamy zawartość słoika po ok. 5 min, potem znów za jakieś 30 min. Chodzi o to, żeby zapobiec posklejaniu się nasion. Zakręcony słoik odstawiamy na min. 2 h, choć najlepiej zostawić na noc.
  4. Kiedy nasiona chia już napęcznieją, ponownie mieszamy zawartość słoika. Następnie na czekoladowy krem wykładamy mleko kokosowe, wyrównujemy powierzchnię.
  5. Na warstwie mleka kokosowego układamy pokrojone słupki z gruszki. Ja ułożyłam je w taką jakby piramidę. 
  6. Na sam koniec dekorujemy całość połówkami migdałów.

Smacznego!
Anka

poniedziałek, 16 marca 2015

Wegańskie i bezglutenowe ciasteczka z nadzieniem z suszonych fig

Czy tylko ja tak mam, że zwykle jak jestem w tej czy innej galerii handlowej, to zanim tam cokolwiek znajdę, muszę zahaczyć po drodze o jakąś słodką przegryzkę na poprawę morale? Może to dlatego, że do galerii wszelakich zwykle trochę się jedzie? Albo dlatego, że człowiek niejako podświadomie chce uzupełnić cukier zanim przypuści atak na sklepy w poszukiwaniu wymarzonego artykułu? Nie wiem. Wiem za to, co można wziąć ze sobą wcześniej do torebki i tym samym uchronić się przed wycieczką do działu spożywczego w supermarkecie czy lepiej zaopatrzonej drogerii.


Otóż trzeba ze sobą zabrać ciasteczka z nadzieniem z suszonych fig :) No albo batoniki z musli, albooo ulubioną czekoladę z bakaliami. No, ale co do ciasteczek.


Jakiś czas temu pojawiły się w sklepach ciasteczka figowe super ekstra zdrowe, bez tego, tamtego i innych takich takich. Kilka razy skusiłam się na taki figowy ciastko-baton, i bardzo mi posmakował. Oczywiście zaraz zaczęłam kombinować, jak by tu zrobić coś podobnego we własnej kuchni. I wtedy mnie natchnęło: przypomniało mi się, że miałam kiedyś zapisany taki przepis.


Musiałam go trochę zaadaptować (mąka owsiana zamiast migdałowej, migdały i olej kokosowy zamiast masła z orzechów nerkowca), ale wydaje mi się że ciasteczka nie straciły na urodzie przez te moje zmiany :)


Ciasteczka nie zawierają rafinowanego cukru i glutenu. Wydaje mi się, że relatywnie mało się kruszą jak na ciastka bezglutenowe (bo ważne jest wnętrze, w tym wypadku kleiste nadzienie z fig i daktyli ;) ) Pycha!



Wegańskie i bezglutenowe ciasteczka z nadzieniem z suszonych fig
moja wersja tego przepisu
Składniki:

Na ciasto:
  • 2 i 1/2 szkl. mąki owsianej
  • 1/2 szkl. mąki gryczanej
  • 1/4 szkl. mąki ryżowej

  • 1/2 szkl. migdałów
  • 1 łyżka siemienia lnianego mielonego
  • 1/4 szkl. oleju kokosowego
  • 1 szkl. suszonych daktyli (namoczonych w gorącej wodzie i porządnie odsączonych!)
  • 1/2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1/4 - 1/2 szkl. wody 


Na nadzienie:

  • 1 szkl. suszonych fig 
  • 1 szkl. suszonych daktyli/rodzynek  (namoczonych w gorącej wodzie i porządnie odsączonych!)
  • 1 wyfiletowana cytryna (tu można zobaczyć, jak wyfiletować cytrynę czy inne cytrusy)


Wykonanie:

  1. W misce mieszamy wszystkie rodzaje mąki, odstawiamy.
  2. Przy pomocy blendera miksujemy migdały i olej na gładką masę. 
  3. Do zmiksowanych orzechów z olejem dodajemy daktyle, miksujemy aż powstanie równa masa.
  4. Do migdałów, oleju i daktyli dodajemy aromat waniliowy i siemię lniane, miksujemy.
  5. Do mieszanki mąk dodajemy mieszaninę mokrych składników i zagniatamy ciasto, dodając po trochu wody.
  6. Gotowe ciasto zawijamy w folię (lub zamykamy w szczelnym pudełku) i wkładamy na ok. 30 min do lodówki.
  7. W tym czasie przygotowujemy nadzienie, czyli miksujemy daktyle, rodzynki i cytrynę przy pomocy blendera. Powinna powstać bardzo kleista i gęsta masa.
  8. Kiedy ciasto już się schłodziło, wyciągamy je z lodówki i dzielimy na 4 równe części.
  9. Następnie kolejno każdą z 4 części wałkujemy na prostokąt o wymiarach ok. 25 cm na 12,5 cm. 
  10. Na rozwałkowany prostokąt z ciasta wykładamy 1/4 nadzienia i składamy. Powstaną walce z ciasta z nadzieniem w  środku.
  11. Walce pieczemy w piekarniku nagrzanym uprzednio do temperatury 180 stopni przez ok. 25-30 min - powinny się leciutko zrumienić.
  12. Upieczone walce wyciągamy z piekarnika i odstawiamy na 10 - 15 min. Po tym czasie kroimy walce na kwadraty/prostokąty (w zależności od tego, jak duże ciastka chcemy uzyskać).

Smacznego!
Anka

środa, 20 sierpnia 2014

Torcik na rocznicę (bezglutenowy, bez pieczenia)!

Tydzień temu minął rok, od kiedy na tym blogu pojawił się pierwszy wpis. Czego się nauczyłyśmy, co musimy opanować, czego będziemy się starały unikać? Czy nie brzmi to trochę jak pamiętnik Bridget Jones, która robiła listy postanowień na nowy rok, ale nigdy nie udawało jej się ich zrealizować? ;)

 

tytułowy torcik - PRZEPIS NA KOŃCU POSTA!

My nie będziemy składać obietnic, co też zrobimy w najbliższym czasie, a co za pół roku, bo nie wierzymy w takie deklaracje. Plany co do tego, jakie pojawią się tu wpisy, były bardzo różne, a co z tych pomysłów udało nam się zrealizować, to już inna kwestia :)

Rok istnienia bloga skłonił nas do tego, żeby zastanowić się, które przepisy zrobiły największą furorę. I tak, najczęściej wyświetlane wpisy to (aby zobaczyć przepis, wystarczy kliknąć w wybrany obrazek):

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/01/saatka-z-granatem.html 

1. Sałatka z granatem
Popularna pewnie z powodu "dziwnego" składnika, jakim jest granat. A może po prostu dlatego, że jest pyszna? ;)

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/12/pieczone-warzywa-na-kolacje.html 

2. Pieczone warzywa
Często wyszukiwane hasło "pieczenie warzyw w piekarniku" sprowadziło do nas całkiem dużo odwiedzających. Warzywa do piekarnika!


http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/05/pasta-z-zielonej-soczewicy-i-orzechow.html 

3. Pasta z zielonej soczewicy i orzechów włoskich 
Post promowany przez fejbukową stronę akcji Weganizm: Spróbujesz? Wciąż bardzo nam miło, że tak nas wyróżniono!

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/12/kotlety-soczewicowe-z-pieczarkami.html 

4. Kotlety soczewicowe z pieczarkami
Jedna z potraw, którą w różnych wcieleniach robimy (prawie) na okrągło. Skusicie się? ;)


http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/06/chleb-z-siemieniem-lnianym-na-zakwasie.html

5. Chleb z siemieniem lnianym na zakwasie
Super chlebek, kolejny post wyróżniony przez Weganizm: Spróbujesz?. Nie robiliście jeszcze chleba na zakwasie? To nic strasznego, a z tego przepisu wychodzi EKSTRA bochenek!

Postanowiłyśmy też przygotować naszą prywatną listę przebojów, dlatego każda z nas wybrała pięć wpisów, które lubi najbardziej.

I tak, ulubione przepisy Anki to:

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/02/migdaowy-sernik.html 

1. Migdałowy "sernik"
Jestem z tego ciasta wybitnie dumna, bo jest kremowe, odpowiednio wilgotne, pyszne. Sernik pierwsza klasa!
 
http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/11/pachnacy-ryz-basmati-z-soczewica-i.html
2. Pachnący ryż basmati z soczewicą i skarmelizowaną cebulą
Najlepszy obiad w 15 min (nie licząc pieczenia krążków cebuli), jaki mogę sobie wyobrazić. Robiłam to danie pewnie z milion razy i na pewno jeszcze nie raz zrobię. Polecam!


 3. Trufle piernikowe
Pyszne czekoladki, które pachną jak prawdziwy piernik. Mniam!

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/04/poisson-davril-czyli-sushi-micha.html 

4. SUSHI MICHA, czyli chirashi sushi 
Dla tych bardziej leniwych - sushi ekspres, do którego można wykorzystać różne świeże warzywka. Naprawdę fajny pomysł na nietypowe danie, chociaż poza algami nie wymaga ono wielu wyszukanych składników.

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/12/najkrotszy-dzien-w-roku.html
 
5. Panna cotta z Karaibów 
Wydaje mi się, że w przypadku panna cotty wegańska wersja jest jeszcze smaczniejsza, niż żelatynowy oryginał. Do tego mus z mango! Dla mnie rewelacja!

Z kolei Magda wybrała:

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/05/srodziemnomorska-tarta.html

1. Tarta ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i czarnymi oliwkami

Lubię ten tekst za różne wstawki filologiczne, rozważania, czy rzeczony placek to tarta czy quiche, oraz jaką lepiej zastosować pisownię - spolszczoną czy oryginalną. A poza tym uwielbiam kruchy spód, który dzięki dodatkowi odrobiny octu nie kruszy się jak typowe tarty.



http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/09/aromatyczna-zupa-na-leniwy-wieczor.html

 2. Grecka zupa z czerwonej soczewicy z cytryną i rozmarynem

Absolutny hit, przepis, który wraca u nas bardzo często. Zupa "leniwa", bo nie wymaga wielu składników i szybko się przygotowuje, a przy tym jest o niebo lepsza od soku wielowarzywnego z kartonu czy innego, nawet zdrowego, fastfoodu. Kombinacja rozmarynu, skórki cytrynowej i czosnku nadaje jej wyjątkowy zapach. A z wyglądu taka niepozorna...

http://www.miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/12/najlepsza-na-swiecie-czekolada-z-pianka.html

3. Najlepsza na świecie czekolada z pianką

Ten wpis najlepiej oddaje moje kulinarne obsesje: smak, którego kiedyś spróbowałam, a potem z uporem próbuję sama uzyskać podobny efekt. Czasem po długich poszukiwaniach dochodzę do wniosku, że taki "święty Graal" nigdy nie istniał, i tylko ja go sobie wymyśliłam ;)

http://www.miejscyroslinozercy.blogspot.com/2013/08/lody-dla-ochody-na-ostatnie-dni-lata.html

 4. Domowe lody z mleczka kokosowego
Przezabawny tekst Anki, który nie przestaje mnie cieszyć: lody, które "zostały gruntownie przetestowane przez fanów kiełbasy podwawelskiej", a do tego cytat ze Starszych Panów (niespodziewany koniec lata). Delicje!

http://miejscyroslinozercy.blogspot.com/2014/03/pseudonim-operacyjny-szmaragd.html

5. Szmaragdowa pasta do kanapek
 
Tekst na dzień św. Patryka, ze szpinakowym akcentem. Szczerze się uśmiałam, kiedy przeczytałam o tym, jak to "wraca człowiek pod wieczór do domu i nie ma nic przeciwko Dniu Św. Patryka, ale niespecjalnie może się wybrać na irlandzkie piwo (lub raczej kilka :) ), no bo przecież jutro do szkoły, pracy i innych obowiązków." A dalej "trochę to wygląda tak, że Miejscy nic tylko chodzą i świętują (jakieś Dni Liczby Pi, najkrótsze dni w roku i inne rocznice przyznania praw wyborczych kobietom)"... Dzisiaj faktycznie świętujemy, bo blogowi stuknął niedawno roczek, z czego się bardzo cieszymy :D

Na początku naszego bloga znali go tylko "krewni i znajomi", później zapisałyśmy go do portalu durszlak.pl i za każdym nowym postem niecierpliwie obserwowałyśmy, ile osób weszło na bloga przez kliknięcie na durszlaku. Nieco później zaryzykowałyśmy i wysłałyśmy parę zdjęć na finding vegan - i po paru dniach oczekiwania, juhuuu, zostały zaakceptowane! Nie dodajemy tam kolejnych postów, bo nasze przepisy publikujemy tylko w wersji polskiej, wiec obcojęzyczni weganie mieliby problem, żeby z nich skorzystać. Za to ciągle jeszcze, kiedy mamy gorszy dzień albo brak nam weny, wyświetlamy sobie stronę użytkownika miejscyroslinozercy na FV... i od razu robi się nam lepiej :)

Kolejnym krokiem było założenie blogowego fejsbuka. Ulegając namowom znajomych, skarżących się, ze nie dostają powiadomień o nowych postach, założyłyśmy profil, na którym pojawiają się wszystkie nowości - blogowe i nie tylko. Za fejsbukiem poszło zgłoszenie do akcji "Weganizm. Spróbujesz?". Zaczęły nas "śledzić" kolejne osoby, a wybrane posty pojawiły się na tablicy akcji na fb, z czego się niezmiernie cieszymy i co nas pozytywnie zdziwiło (jak to, nasz przepis ktoś POLECA? ;) ).

Blog ewoluował tez pod innymi względami. Na początku bardzo skupiałyśmy się na ładnym brzmieniu zdań, doborze słownictwa, unikaniu powtórzeń. Skutek był taki, ze w postach Anki notorycznie pojawiało się hasło "bura breja", lejtmotywem Magdy był natomiast brak czasu (na gotowanie:)), a oprócz tego hasła "patent" oraz "baza". Co więcej, chociaż obie mamy zacięcie korektorskie, nierzadko po dłuższym czasie orientowałyśmy się, ze w poście tkwił jakiś byk - hitem był tytuł jednego z wpisów "Najlepsze na świecie ciasteczka czekoladą". Najwyraźniej "z" było najsmaczniejsze, bo zostało zjedzone. Te same ciasteczka opisywałyśmy jako "bezglutanowe" Pomne takich doświadczeń zaczęłyśmy zwracać większą uwagę na elementy praktyczne, ale i tu nie obyło się bez wpadek: w przepisie na ciasto  do paja podawałyśmy 1/3 łyżki oleju. Co ciekawe, kazałyśmy tę znikomą ilość tłuszczu podzielić na równe części oleju słonecznikowego, kokosowego i oliwy z oliwek. No cóż, jak talent, to talent.

A wracając do tematu początków bloga: pierwotnie planowałyśmy opublikować zupełnie inny przepis jako nasz pierwszy post. Chciałyśmy zacząć nasz blog na bogato, bo z ogromną ilością czekolady. Co z tego wyszło rok temu w sierpniu? Lody kokosowe. Tak. No więc tak wyglądają nasze postanowienia, deklaracje i takie tam. Pod spodem post, który (już po roku) postanowiłyśmy w końcu opublikować.



Nie wiem, co mi się w nim najbardziej spodobało, ale chyba trudno jest oprzeć się urokowi takiej rozpływającej się czekolady...
Składniki, zakupione zawczasu, dość długo czekały, aż się zabiorę do przygotowania ciasta. Najdłużej zajęło mi szukanie daktyli - te na zdjęciu nie przypominały niczym suchych owoców, dostępnych w większości  naszych sklepów. Najpierw zastanawiałam się, jak przeliczyć proporcje na nasze "polskie" daktyle, ale w końcu dałam się skusić na ogromne daktyle Medjool, dostępne na stoisku w Galerii Krakowskiej (ale i na Starym Kleparzu :D). Nie należą do najtańszych, ale wyglądem przypominały wreszcie te z oryginalnego przepisu. Jeśli chodzi o smak, okazały się podobne do innych daktyli, więc wkrótce pewnie przeprowadzimy próbę z daktylami z paczki albo z daktylami organicznymi z Tesco (hahahaa - przez cały rok nie zebrałyśmy się do tych prób, bo i to, i tamto trzeba było wypróbować; kolejny przykład, jak w naszym wykonaniu kończy się składanie obietnic ;) za to specjalnie dla Was zważyłyśmy daktyle organiczne z Tesco: jeden waży 8-10 g; dla porównania, jeden Medjool to 27 g, a zwykły mały daktyl - 5 g).
A teraz do rzeczy: składniki sobie czekały, czekały… ja się zabierałam do roboty, ale opornie - aż przyjechała Anka :) Starym sposobem, próbowałam na nią wyoutsourcować przygotowanie ciasta (ty zrobisz, my zjemy), ale skończyło się tak, że zrobiła część, a ja resztę (powiedzmy, że pół na pół :) ).


A pracę warto sobie podzielić, bo ciasto, chociaż niewielkie, ma warstw co niemiara; na dokładkę jeszcze, układa się je do góry nogami, więc to, co jest spodem, kładzie się na końcu... ale po kolei.


Ciasto z kremem z nerkowców z polewą czekoladową (bezglutenowe, bez pieczenia)

Wcześniej: można tylko namoczyć orzechy nerkowca (1/2 szkl.)
Zaczynamy od tego co, będzie na górze:

Warstwa 1

  • 1/2 szklanki orzechów włoskich
  • 4 duże daktyle (bez pestek) - 110 g
  • 2 łyżeczki syropu klonowego albo stewia do smaku
  • szczypta soli
  • 1 łyżka oleju (w oryginale kokosowy, ale może spokojnie być rzepakowy lub słonecznikowy)
  • 1/8 łyżeczki cynamonu
Wszystkie składniki mielimy blenderem na jednolitą masę.
Foremkę na ciasto (oryginalne wymiary: średnica 10 cm, głębokość 7,5 cm – dobrze sprawdzają się metalowe miseczki do przechowywania żywności) wysmarować olejem. Można wcześniej wyłożyć miskę folią (wystarczy też zwykły plastikowy woreczek), bo znacznie ułatwi to późniejsze manipulowanie ciastem.
Wylepiamy foremkę masą. Po odwróceniu (ale na to jeszcze nie czas!) znajdzie się ona na górze.
Można teraz włożyć na trochę do zamrażalnika (tak zrobiła Anka), albo przejść do kolejnych warstw.

Warstwa 2

  • 1/2 szkl. orzechów nerkowca (wcześniej namoczyć)
  • 2 1/2 łyżki ciepłej wody
  • 2 łyżeczki oleju o neutralnym zapachu (w oryginale kokosowy)
  • 2 daktyle (bez pestek) - 55 g
  • parę kropel olejku waniliowego
Nerkowce, jeśli były wcześniej namoczone, odsączamy. Miksujemy z pozostałymi składnikami. Ma powstać gładka masa.
Masą wykładamy do miseczki.

Teraz czas na spód (czyli chwilowo wierzch :)).

  • 1/3 szkl. orzechów włoskich
  • 1 daktyl (bez pestki) - 27 g
  • 1 łyżeczka siemienia lnianego ( w oryginale raw hemp seeds) – my w ogóle o tym zapomniałyśmy :D
Też miksujemy wszystkie składniki, ale masa nie musi być idealnie gładka.
Masę układamy na poprzedniej, kremowej warstwie.
Jeśli wcześniej nie schłodziliśmy ciasta, warto je teraz wstawić do lodówki.
Nasze było dosyć zimne, chociaż w zamrażarce siedziała tylko pierwsza warstwa.
Kiedy ciasto porządnie się schłodzi i zastygnie, przy pomocy talerzyka trzeba je odwrócić do góry nogami. 

Następnie czas na przygotowanie polewy czekoladowej. Przepisy mówią tu najczęściej o kąpieli wodnej, czyli tańcu z rondelkiem na gazie – ja za tym nie przepadam, bo zawsze się boję, że wyleję na siebie zawartość obu naczyń. Przepis oryginalny mówił o mikrofali, a my zastosowałyśmy patent opracowany przez Ankę, czyli miseczka z gorąca wodą (z czajnika), do środka druga miseczka, a w niej składniki:

  • 1/2 tabliczki czekolady (u nas – Krakowska gorzka) - 50 g
  • 1 1/2 łyżki oleju
Czekoladę należy połamać w kostki, a potem co jakiś czas przemieszać, żeby kawałeczki równomiernie załapały ciepło od ścianek miseczki. Czekolada się idealnie roztapia, a my kulinarne akrobacje mamy z głowy. Pozostaje już tylko oblać schłodzone ciasto czekoladą i zostawić, aby zastygło (w lodówce; w oryginale była zamrażarka – to jeśli się komuś śpieszy, u nas lodówka sprawdziła się znakomicie).
Ciasto prezentuje się bardzo okazale, a nie trzeba nawet nic piec!



Dziękujemy wszystkim, którzy do nas zaglądają :) Mamy nadzieję, że zajrzycie jeszcze nie raz!

Miłego gotowania!

Anka i Magda

sobota, 12 kwietnia 2014

Śniadanie jak z Orient Expressu: chałwowa owsianka z pistacjami!

Coś tam już chyba wspominałam, że moim zdaniem owsianka to śniadanie idealne, bo szybkie, nieskomplikowane i sycące. A co najlepsze, do owsianki można wrzucić właściwie wszystko co się akurat ma w kuchni, bo przecież pasują do niej nawet słone dodatki (chociaż rzadziej się takie pomysły widzi). Owsianka ci wszystko wybaczy, chciałoby się powiedzieć ;)

 
Przy tym niektóre wcielenia owsianki to śniadaniowe rarytasiki. Na przykład taki zestaw jak na tych zdjęciach:

Czyż nie wygląda luksusowo? Chałwa na śniadanie!

Niektórzy uwielbiają chałwę, inni twierdzą, że jest zbyt słodka. Ja sama uwielbiam sezamowość i kremowość chałwy, ale przyznaję, że ilość cukru w tradycyjnej chałwie trochę mi przeszkadza. Dlatego bardzo mi odpowiada, że nasza chałwowa owsianka powstaje dzięki dodatkowi sezamowej pasty tahini, a nie sklepowej chałwy, dzięki czemu naszą owsiankę można dosłodzić wg uznania cukrem, stewią czy innymi cukrami brązowymi.

Posiekane pistacje dodałyśmy jako posypkę i "chrupacz" do chałwowej owsianki, która inaczej byłaby wprawdzie cudownie kremowa, ale zupełnie gładka. 

Chałwowa owsianka z pistacjami kojarzy mi się z puszkami libańskiej chałwy, którą małe Roślinożerne dostawały czasem w prezencie od podróżującej po świecie rodziny. Dlatego miałam niezłą minę, kiedy wróciłam z łowów w sklepie typu "produkty z całego świata" i odkryłam, że słoik tahini, który przytachałam, pochodzi z... Libanu! To mnie naprowadziło na chałwową owsiankę wzbogaconą o posiekane pistacje. Chociaż byłaby pewnie równie pyszna z posiekanymi migdałami albo orzechami włoskimi. Mniam!

Chałwowa owsianka z pistacjami

(porcja dla jednej głodnej osoby)

Składniki:

  •  ½ szkl. płatków owsianych, górskich
  • 1 ½ szkl. wody

  • 2 łyżki tahini
  • kilka kropli aromatu waniliowego
  • kilka kropli aromatu śmietankowego
  • stewia lub cukier do smaku
  • 1 łyżka posiekanych niesolonych pistacji

opcjonalnie:

  • 2-4 łyżki mleka sojowego/migdałowego/kokosowego (będzie jeszcze bardziej kremowa)

 

Wykonanie:

WIECZOREM:
  1. W rondelku gotujemy wodę lub odmierzamy zagotowaną z czajnika, dodajemy płatki owsiane.
  2. Zagotowujemy na średnim ogniu, uważając, aby nie wykipiała (bo owsianka jakoś tak bardzo lubi). Następnie gotujemy ok. 5 min na małym ogniu. 
  3. Płatki nie wchłoną całej wody, dopiero w ciągu nocy napęcznieją. Zdejmujemy z gazu, odstawiamy.
RANO:
  1. Podgrzewamy owsiankę na małym ogniu, mieszając uważnie (można dodać 3-4 łyżki mleka, chociaż nie jest to konieczne). Jeśli dodajemy aromat lub stewię, najlepiej zrobić to teraz, bo dużo łatwiej rozmiesza się je w rondelku niż później w misce.
  2. Dodajemy tahini, dokładnie mieszamy.
  3. Owsiankę przekładamy do miski.
  4. Posypujemy posiekanymi pistacjami.
Smacznego!
Anna

sobota, 5 kwietnia 2014

Śniadanie z tofu w roli głównej

Jakie lubicie śniadania? Na słono, na słodko? A może wypijacie tylko szybką kawę albo herbatę i wybiegacie z domu? Dla nas śniadanie to zazwyczaj okazja, żeby z zjeść coś słodkiego - no bo w końcu śniadanie to ważny posiłek, który ma dostarczyć energii na cały dzień, więc sensowniej zjeść jakiegoś łakocia właśnie rano, a nie np. po obiedzie albo pod wieczór. Każda wymówka dobra ;) Na śniadaniach u Roślinożerców najczęściej królują więc muffiny, owsianki, placki albo po prostu ciasta. Czasem jednak przychodzi nam ochota na coś innego, najlepiej z udziałem warzywek. Można wtedy zrobić jedną z past do chleba albo... smażone tofu z dodatkami. 


Potrawa, którą chcemy dziś zaproponować, bywa często nazywana tofurnicą, bo ma przypominać smakiem jajecznicę. Konsystencja jest podobna, kolor też (dzięki dodatkowi kurkumy), jednak dla fanów niewegańskiego jedzenia będzie to coś zupełnie innego. Dlatego zachęcamy, by dać szansę wyjątkowemu smakowi tofu, wzbogacając go dodatkami według własnej fantazji.

Zestaw obowiązkowy to kurkuma, cebula i czosnek, oprócz tego świetnie sprawdzają się pieczarki. Możecie nawet użyć mieszanki warzyw z mrożonki (lub nie). Powstanie ciepłe, pożywne i bogate w składniki odżywcze śniadanie. Idealne na dobry początek weekendu. Można je podać w towarzystwie drobno posiekanego szczypiorku i innych świeżych warzyw. Mniam!



Tofurnica

Składniki:
  • 1 kostka tofu (180 -200 g), drobno pokrojonego
  • 1 drobno posiekana cebula
  • 2 ząbki czosnku, rozgniecione
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżka kuminu
  • kilka łyżek wody
  • 2 łyżki oleju
  • sól, pieprz

Z pieczarkami:
  • 5-6 średnich pieczarek, obranych, pokrojonych w plasterki i podsmażoych

Z mieszanką warzywną:
  • 200 g mieszanki warzyw, np. papryki, brokuła, marchewki i ziemniaków
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich



Przygotowanie:

  1. Tofu rozdrabniamy widelecem.
  2. Rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, aż zmięknie.
  3. Dodajemy rozdrobniony czosnek, krótko smażymy.
  4. Na tym etapie dodajemy pieczarki (smażymy, aż zbrązowieją) albo mieszankę warzywną (mieszamy, aż warzywa zmiękną). 
  5. Dodajemy rozdrobnione tofu, solimy, wsypujemy kurkumę, dokładnie mieszamy. Dodajemy pieprz i ewentualnie inne przyprawy, jeśli lubimy (może to być np. łyżeczka curry).  
  6. Jeśli tofurnica zacznie się przyklejać, dodajemy kilka łyżek wody.
  7. Kiedy wszystko ładnie się połączy, nasze danie jest już gotowe. Można serwować domownikom i zajadać.
Smacznego!
Magda & Anka